Patrzę na tytuł i nie wierzę. Pierwsza moja myśl to: kolejny diss na Tedego. Pamiętacie przecież jego kawałek "Air Max Classic" z albumu "Esende Myllfon"? Mija moment i się ogarniam. Dlaczego z góry zakładać najgorsze?
Przecież jestem niepoprawnym optymistą. Może chłopaki po prostu poszli jego śladem. W gruncie rzeczy czerpanie z twórczości człowieka, który jako jeden z niewielu odniósł medialny i finansowy sukces żyjąc z rapu w Polsce, to nie taki zły pomysł. Trzeba przecież mieć jakieś wzorce, które będzie można obwiniać za niepowodzenie.
Minęła kolejna minuta. Chwilę, chwilę... - rozkminiam dalej - dlaczego po prostu nie włączyć utworu i nie dowiedzieć się, o co chłopakom chodzi. To by było dobre rozwiązanie.
Ostatni pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Przesłuchałem kawałek i okazało się, że nie jest kopią numeru Tedego, ani tym bardziej diss'em na jego osobę. Hip Hop, Nowe Najki, New Ery jest po prostu utworem o rapie. Trochę jest tu bragga, trochę jechania po leszczach i refren o ciuchach. I to wszystko.
Mam jednak dla Was ciekawostkę. Zwróćcie uwagę na pisownię. Oczami wyobraźni widzę tę burzę mózgów nad tytułem. Chłopaki siedzą nad kartką, jest późna noc, mają dobry tekst, dobry bit, ale jak zapisać ten pierdolony tytuł. Nike'i... - nie; może Niki... - daj spokój, w takim razie... a ch...j! Piszemy fonetycznie, co będzie to będzie. - mija pięć sekund - ku..wa! A jak napisać "New Ery"? (dla myślących wolniej dodam, że trzymając się zapisu fonetycznego powinno to wyglądać tak: Niuł Ery - beznadziejnie prawda?)
Przyznam, szczerze, że jestem pod wrażeniem tego, jak chłopaki wybrnęli z tej sytuacji, a także ich odwagi na taki właśnie tytuł. Ja zapewne poszedłbym na łatwiznę i po prostu inaczej zatytułował numer. Sprawdźcie. Raca/Ślimak - Hip Hop, Nowe Najki, New Ery