Ciężko mi było wybrać, kogo umieścić w tytule newsa, gdyż jestem wielkim fanem obu amerykańskich raperów i producentów. Było to dla mnie wręcz niemożliwe, więc postanowiłem oddać sprawę w ręce przypadku... rzuciłem monetą.
Kanye West, znany amerykański producent oraz raper postanowił swoją najnowszą płytą wrócić do korzeni. Album ma być symfonią klasycznych hip hopowych brzmień - tylko rymy i beaty bez dziwacznych elektronicznych dźwięków. Sam DJ Premier powiedział, o tym materiale, że będziemy zaskoczeni tym, co usłyszymy. Krążek będzie nosił tytuł Good Ass Job i miał być wydany już w czerwcu przez wytwórnię Island Def Jam. Jednak pech tak chciał, że do tej samej stajni należy inny gwiazdor amerykańskiego rapu - Jay Z. Decyzją podjętą zapewne na bardzo wysokim szczeblu kierownictwa Island Def Jam premiera płyty Westa została przesunięta na korzyść kompilacji największych hitów Jay'a Z, której będziemy mogli posłuchać już w następnym miesiącu. Zapewne spowodowane jest to względami marketingowymi, gdyż lepiej chyba wydać dwa albumy będące pewniakami na platynową płytę, jeden po drugim niż oba na raz, wprowadzając tym samym niezłe zamieszanie i niezdrową konkurencję wśród raperów.
Tak czy owak, co się odwlecze to nie uciecze i w czerwcu będziemy mieli greatest hits z zapewne jednym bądź dwoma nowymi utworami Jay'a Z, natomiast we wrześniu krążek pełny klasycznych brzmień Kanye'go Westa zatytułowany Good Ass Job.