Między nami Polakami jest tak, że najczęściej oceniamy wszystko po przysłowiowej okładce. Jeśli chodzi o najnowszy krążek z PROSTO Label - De Nekst Best autorstwa VNM'a, to pod tym względem nie można mu nic zarzucić. Wrzucając krążek do odtwarzacza i wsłuchując się w pierwsze minuty nagrania zaczynamy nabierać pewności, że następną godzinę spędzimy słuchając dobrego rapera z lekko nietypowym, ale bardzo ciekawym flow.
W pierwszym kawałku - To mój czas
, będącym singlem promującym wydawnictwo De Nekst Best, mamy krótką biografię, wprowadzenie w życiowe zajawki, jest kilka linijek przechwałek i parę słów o ambicjach. Ogólnie tak jak powinno być na debiutanckiej płycie. Później, również jest tak jak można by się spodziewać na pierwszej legalnej płycie rapera, który od kilkunastu lat robi nagrywki i jeszcze nie wybił się na powierzchnię, czyli beznadziejnie.
Otóż, żeby rozkminić drugi kawałek zatytułowany Flaj
należałoby nająć jakiegoś analityka z FBI. VNM na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest mistrzem dykcji i powinien się skupić raczej na polskich słowach, natomiast utwór ten jest pełny angielskich zwrotów i nazw własnych, podanych w spolszczony, melorecytowany sposób. Jak ktoś jest kozak niech spisze tekst tego numeru i podeśle linka w komentarzach.
Kawałek Chora Ambicja
nie byłby najgorszy, gdyby nie fakt, że raper zgubił tu swoje flow. Myślę, że lektor filmowy tłumaczący bitwy freestyle'owe w Ósmej Mili, miałby więcej polotu niż VNM w tym utworze.
W następnym numerze mamy już gości i ogromną przepaść w jakości rymowania Pezeta, Pyskatego i Mesa dzielącą ich od gospodarza. W porównaniu do reprezentanta Płomienia 81, słowa VNM'a to jakiś niezrozumiały bełkot pijanego nastolatka wysilającego się na freestyle przed kumplami. Kto wie? Może tak miało być, w końcu o tym jest Cypher
.
Widzę ich to niespodzianka. Bardzo fajny kawałek, mądry tekst i nawet nieźle się go słucha. Jednak problem, pomimo usilnych prób jego ukrycia, pozostał. Wsłuchujemy się w następne kawałki Mikrofon 2, Róże Betonu, Skąd Spadli i ciągle to samo. VNM ma świetny płynący wręcz flow, ale strasznie niewyraźny. Podejrzewam, że na koncercie chłopak jest całkowicie nie do zrozumienia.
Ale jest ratunek dla niego. Moja propozycja jest taka, żeby poszedł w ślady Lerka, gdyż śpiewanie wychodzi mu zajebiście. Sprawdźcie kawałek Podziemie.
Pomijając już problemy z dykcją przechodzimy do następnych dwóch ścieżek: Oltajmerz, gdzie VNM wraz z ziomkami z Elbląga wspomina lata pierwszych nagrywek oraz Flesze, który to numer wyraża troskę rapera o niepewną przyszłość.
Następny utwór Nic nie przychodzi łatwo przynosi dwóch gości. Diox i Hades reprezentują HIFI Bandę i wiecie co? VNM znów bardziej szeleści niż rapuje. Naprawdę, źle wypada przy tych chłopakach.
Sponsorem kolejnych dwóch numerów jest National Geografic. VNM nawija najpierw o niszczycielskiej mocy, jaką ma gorąca Lawa, a później wspina się na szczyt K2
. Dwa kawałki pełne metafor, ale tak naprawdę o niczym. Przedostatni kawałek Nie mów jest dokładnie o tym samym. No może jednak o czymś jest, ale wsłuchiwanie się w niezrozumiałe słowa jest niezwykle męczące i po prostu już to sobie odpóściłem.
Mam wrażenie, że końcówka albumu jest nagrana troszkę na siłę, bez żadnego konkretnego pomysłu, a dowodem na to jest ostatnia ścieżka, która jest żywcem wzięta z innej produkcji zatytułowanej Grube Jointy. Utwór nazywa się Placek z haszem i jest dokładnie taki jak wskazuje tytuł. Ale muszę przyznać, że VNM'a słychać tutaj niesamowicie wyraźnie. Może powinien częściej stosować taką dietę przed wejściem do studia.
To byłby koniec. Ścieżka po ścieżce kilkakrotnie przesłuchane, przemyślane i opisane. De Next Best to niezbyt udany debiut i myślę, że trochę sobie poczekamy na następną oficjalną płytę VNM'a. Być może wróci do metra, gdzie znów zasiądzie na tronie podziemnego królestwa, ale na powierzchni, na razie jest tylko giermkiem.
Sprawdźcie jeszcze klip do utworu To mój czas