Powiem wam szczerze, że nie znalazłem na tym albumie nic, co by mnie zaciekawiło. Natomiast znalazłem sporo rzeczy, które mnie niezwykle irytowały.
Po pierwsze... chłopaki nawijają tak szybko jak by chcieli przegonić Twista, czyli najszybszego rapera na świecie. Chwilami po prostu nie jestem wstanie zrozumieć słów, szczególnie w pierwszej części albumu. Po kilku utworach Abel i Mops tracą już tempo, by na koniec krążka spowolnić do tego stopnia, że przychodzi chęć na drzemkę.
Po drugie... przepuszczone przez syntezator głosy i śpiewane refreny sprawiają wrażenie, że słucha się kolejnej super odjechanej produkcji Donia, Libera, Nowatora czy innego równie popularnego na weselach i studniówkach artysty, a nie ekipy ulicznych raperów ze stajni Wielkie Joł. Poza tym, te sztucznie wywołane przestery ludzkiego głosu strasznie drażnią ucho.
Po trzecie... muzyka! Jest to dziwne pomieszanie całej masy elektronicznych pisków, trzasków i brzęczeń, któremu brakuje tylko głośnego basu bijącego z prędkością dwóch uderzeń na sekundę i można z tym jechać na niemieckie techno trans party. Sprawa ma się podobnie jak w przypadku wokalu tzn. wraz ze zbliżaniem się płyty ku końcowi DJ Pete nieco odpuszcza, pojawiają się nawet żywe instrumenty i muzyka staje się w miarę znośna.
Ogólnie uważam, że wydane przeze mnie, niecałe 30zł na ten krążek nie było dobrą inwestycją. Ale ale... przynajmniej na tym albumie mam świecący, srebrny hologram, którego brakuje mi na opakowaniu PROSTO Mixtape 600V, a obie płyty kupowałem w Empiku.