Słuchając tej płyty uświadomiłem sobie pewną prawidłowość, która jest charakterystyczna dla wszystkich poznańskich artystów i większości nagranych przez nich płyt.
Po pierwsze - każdy raper z Poznania jest lokalnym patriotą i, co z tego wynika nie ma lepszego rapu niż poznański, a cała reszta to komercyjny shit.
Po drugie - każdy poznański raper jest ulicznikiem, wychował się w nieciekawej dzielnicy, nie obce jest mu hardcorowe miejskie życie, ma szacun na dzielnicy itd.
Po trzecie - każdemu poznańskiemu raperowi jest wstyd za Meza, Libera, Donia i Krisa. Choć chłopaki z Ascetoholix nie pochodzą dokładnie z Poznania są z tym miastem kojarzeni. Reprezentanci stolicy Wielkopolski często dają wyraz swojemu niezadowoleniu z faktu, że panowie wyżej wymienieni również nazywani są raperami z Poznania.
Dokładnie według tych trzech wytycznych powstała płyta Aifam - Ponad Tym. Oczywiście wszystko jest tu dobrane w odpowiednich proporcjach. Najmniej, co zrozumiałe, gdyż nie ma co zaśmiecać płyty takimi sprawami, chłopaki poświęcili na kwestię Meza i spółki, wprost nazywając ich twórczość gównem. Natomiast, jeśli chodzi o poznański patriotyzm i zachwalanie siebie, jako kozaka z nieciekawej dzielnicy to jest tego bardzo dużo i mniej więcej w takiej samej ilości.
Jeśli chodzi o lokalny patriotyzm to nie mam nic przeciwko temu, gdyż faktycznie Poznań to kolebka świetnych raperów i od pewnego czasu dzielnie stawia czoło Warszawie czy Zagłębiu Śląskiemu. Dla jasności mówię tu o poziomie artystycznym rapu, a nie o osobistych potyczkach między wykonawcami.
Natomiast kwestia tego, jaki każdy z raperów Aifam jest charakterny, że nigdy nikogo nie sprzeda, że nie poda ręki konfidentowi, nie pała sympatią do organów władzy etc. etc. robi się już nudna. Prawie wszyscy, zresztą nie tylko artyści z Poznania, umiejscawiają swój rap w pośród bloków i podwórek kamienic, przez co mamy tysiąc płyt o tym jak ciężko się żyje na osiedlach itd. Da się to jeszcze przeboleć, jeśli jest to podane z dobrym flow, a teksty są poparte faktycznymi doświadczeniami. Nie twierdzę tutaj bynajmniej, że chłopaki z Aifam pochodzą z bogatej dzielnicy willowej i nagle, pod wpływem krążka Na Legalu postanowili zostać gangsta-raperami. Po prostu uważam, że nie są tak bardzo hardcorowi jak by chcieli być i miejscami brzmią jak skład Ascetoholix na rymach od Ryśka Peji.